Co można upiec na elektrycznym grillu

January 31st, 2010

Na dachu McD..
(mam taki głupi wyraz twarzy, bo mnie razi w oczy ta lampa)

Pojęcie “Pracownik restauracji”, którym sygnowane jest moje stanowisko w McDonald’s jest pojęciem dosyć szerokim. Przekonuję się o tym, szumnie mówiąc, od lat. Kiedy 3 lata temu poddawałem się zadaniom wyznaczonym przez złotego cielca zaznawałem nie tylko składania bułek i podawania ich klienteli…

Przykład - proszę bardzo. 3 lata temu w pracowniczych ciuszkach korzystałem przykładowo z dobrodziejstw silnej psychy i zapuszczałem się tam, gdzie nawet Ronald nie mógł. W piwnicznych odmętach znajdowało się jedno takie pomieszczenie, które nie było ładnie oświetlone, wyłożone kafeleczkami i sterylnie utrzymywane bez grama syfu i innych nieprawidłowości. Za typowymi stalowymi drzwiami nagle otwierała się zatęchła, częściowo oświetlona mdłą żarówką (a w większości w ogóle nieoświetlona) mroczna, ceglana, wilgotna piwnica nazywana potocznie “Szczurownią”. Nie bez powodu nosiła taką ksywkę, ale i do McD nie należała, to i gówno można było zrobić.
W szczurowni zaczyniał się inny świat i to nie tylko dlatego, że McD korzystało z tamtego miejsca nie do końca oficjalnie, wykorzystując po prostu infrastrukturę budynku za uprzejmością tych, którzy jej akurat nie wykorzystywali. Inność doznań wynikała przede wszystkim stąd, że poza składem makulatury i folii znajdowały się tam elementy dawnego wystroju, walały nieużywane od wielu lat kasy fiskalne, archiwalne papiery, starego typu dystrybutory napojów i różne inne pasjonujące rzeczy, przenoszące nas na chwilę w czasie o 5-10 lat… Do dziś na przykład jestem w posiadaniu dwóch przefajnych guzików, stosowanych lata temu na restauracjach typu “Drive”.
Poza melancholią, zapachem stęchlizny i cichymi szelestami buszujących gryzoni, mroczne przestrzenie szczurowni zionęły nieskończenie czarnymi odmętami przejść do innych, jeszcze bardziej nieprzyjaznych jej pomieszczeń, a to z zadziwiającą skutecznością łamało rozum, rodząc w nim koszmarne wizje i kazało szybko wracać na powierzchnię. Szczurownia była chłodna, cicha i odludna, ale nie pozwalała się specjalnie zrelaksować. Człowiek cieszył się, że robi coś innego niż zazwyczaj, ale ulgę odczuwał dopiero opuszczając tamto miejsce, po przykładowej godzinie robienia porządku ze składowaną górą kartonów.

A Tomek ogrodnik? Taaak… centrum miasta, dookoła mrowie ludzkie krzątało się w zgiełku, a ja w pracowniczych ciuszkach grzebałem się w najlepsze w piaskownicy dla dorosłych. Wyrywałem chwasty, reperowałem płotek i usypywałem na około roślinek ściółkę ze świeżej kory. To w sam raz było odprężające od samego początku do samego końca - ogromnie to lubiłem. Towarzyszący mi dookoła tłum jedynie podkreślał moje poczucie świętego spokoju. Oni zapierdalali każdy w swoim kierunku, a ja w ciepłych promieniach słońca otaczałem opieką przynależną nam florę… Odskocznia od monotonnego nabijania zamówień była, jest i zawsze będzie bardzo istotna dla zachowania pełni zdrowia psychicznego. Monotonia bowiem nigdy nie jest dobra, nawet jak ma napisane “I’m lovin’ it”.

Dziś mamy rok 2010. Znów pracuję w McDonald’s, tyle że nie tym samym. Wczoraj i przedwczoraj spędziłem łącznie 6 godzin na odśnieżaniu dachu. Tak jak 3 lata temu nie miałem doświadczenia w ogrodnictwie, tudzież w jaskiniowych ekspedycjach, tak i dzisiaj bez badań wysokościowych zasuwam se; wyszkolony na kuchni i kasach “czerwony”…

Ręce i plecy bolą, ale wiecie co?
Teraz też jest fajnie. :-)

Dwa bieguny

January 24th, 2010

(łono natury, piękna zima, poranek, mgiełka)

Najcieplej jest wtedy, gdy bonusowo dostajesz uśmiechnięty deser na koniec dobrego dnia pracy. Gdy żegnasz lubianych ludzi, ciesząc się, że jutro znów się spotkacie i będziecie przerzucać ciepłe słowa przez bariery pracowniczych formalności. Ciepło odczuwasz, gdy wracasz do szatni, żeby się przebrać i odpinasz od prostownika bulgoczący, naładowany akumulator samochodowy, zapewniający spokojny powrót do domu…

…Gdy ów akumulator montujesz z powrotem do auta, między północą a pierwszą. Gdy każdy podmuch wiatru łamie się na pół, bo zamarzło nawet powietrze. Gdy na tym tęgim mrozie grzebiesz pod maską z promieniem chłodnego światła latarki w zębach i małym regulowanym kluczykiem w dłoni, który i tak nie chce się zmieścić w niegościnnych zakamarkach auta. W dłoni, której zmęczone pracą koniuszki palców grabieją od zimna i zaczynają boleć. Gdy skrobiesz wewnątrz auta oszronione szyby, robiąc z niego jedyne w okolicy miejsce, w którym pada śnieg. Gdy przekręcasz kluczyk, chcesz odpalić silnik i nagle okazuje się, że nie ma zapłonu. A Ty jesteś tak samo pewny, że nie mogłeś niczego popsuć jak tego, że do domu jest całe 10 km.

Wtedy jest najzimniej.

Ciśnienie w oponach

January 18th, 2010

Zakaz to zakaz...

Kiedy jest się w posiadaniu samochodu, można z pewną dokładnością określić różne związane z nim wartości liczbowe. Można na przykład sprawdzić ile samochód zużywa paliwa na 100 km, jaką osiąga maksymalną prędkość, lub też ilu pijanych kumpli zmieści się w środku. Dziś zajmiemy się jednym z tego typu zagadnień i dowiemy się jak bardzo irytujący może być dzisiejszy główny wątek, czyli “czynnik PSI”, dla którego wyjaśnienia przytoczę moje drogowe perypetie z ostatnich tygodni.

Na początku grudnia zeszłego roku psim swędem wytargałem za kwotę 400 złotych całkiem nieźle utrzymanego Fiata 126p, rocznik 1978. Zatrudniając się na nowo w budce z prawdziwymi cheeseburgerami, nazywającej się McDonald’s, musiałem skołować sobie taki tani środek transportu. Nowo postawiona budka stoi bowiem przy autostradzie i trzeba do niej jakoś dojechać. Ale my nie o tym.
Poruszanie się takim czerwonym pociskiem wiąże się z pewnym specyficznym zjawiskiem, otóż z jakiegoś powodu małe fiaty są podejrzane. Ustawiczne kontrole policyjne doprowadzają mnie chwilami do rozpaczy. Gdy widzę policjanta, to dostaję na dzieńdobry gęsiej skórki, gdyż odczuwam wiszące w powietrzu zainteresowanie służbowe.
A oni to różni są..
Raz trafisz na normalnego gościa, który sprawdzi szybko dokumenty, przymknie oko na pierdoły i puści Cię dalej, żeby nie zawracać Ci głowy i samemu zająć się ważniejszymi rzeczami, a czasem trafisz na PSA, który dopierdoli się do czegokolwiek, byle się tylko pochwalić, że przecież ma blaszaną odznakę i bloczek dokumentów ścisłego zarachowania. I czynny długopis.
Fiat 126p zaufania aparatu policyjnego najwyraźniej nie wzbudza, bo kontrole przytrafiają mi się zaskakująco często, w porównaniu z samochodami i latami ubiegłymi. Nigdy nie miałem wyników choćby zbliżonych do tego, co dzieje się obecnie. Na przestrzeni 1,5 miesiąca, od kiedy to poruszam się tym czerwonym pociskiem, policja trzepała mi dokumenty już 4 razy. Za każdym razem trwa to i trwa i trwa i trwa… spieszysz się do pracy, czy gdzieś indziej, a do tego nigdy nie wiadomo co Ci powiedzą.

Raz nawet, to mnie niemal aresztowano. ;-)
Za co? Za nic. Za brak zapiętych pasów bezpieczeństwa.

Jako osoba nie posiadająca od pewnego czasu stałego miejsca zameldowania z przyczyn migracji mieszkaniowych jestem narażony (jak się okazuje) na fatalne nieprzyjemności. Wracam sobie proszę państwa spokojnie z dworca pkp, wjeżdżam na niezbyt ruchliwą brukowaną uliczkę w okolicy mojego domu i nagle z między samochodów wyskakuje mię na drogę pies. Mruga krwawo czerwonym oczkiem i merda ogonem, że mam zjechać gdzieś na bok.
Gdy idziesz przez podwórko i rzuca się na Ciebie luzem chodzący mały burek, to znaczy że ma wyjątkowy powód. Musisz strasznie śmierdzieć.

Nie inaczej jest z policją. Typowi “krawężnicy”, czyli prewencja patrolująca pieszo ulice nie interesuje się ruchem drogowym, jeśli nie ma wyraźnego powodu, lub po prostu nie uczestniczy w jakiejś szczególnej akcji poszukiwania złoczyńcy. Nie inaczej było tamtego dnia. Poszukiwano pojazdu zgodnego z takim a nie innym rysopisem i najwyraźniej się kwalifikowałem. Z radia policjanta dochodziły nawet świeże informacje dotyczące akcji, która to akcja kręciła się w okół jakiejś kradzieży.
Prawda, dobrze, że policja rozstawiła patrole i wyczuliła na to i owo, ale mniej dobrze, że patrole nie zajmowały się do końca tym czym powinny. Nie wiem czy za wyniki mandatowe policjanci dostają premie, ale tamci poszukiwacze zaginionych przedmiotów nie omieszkali zwrócić uwagi na brak zapiętych pasów i na 20 minut przerwać uczestnictwa w akcji celem wypisania mi mandatu na kwotę 100 złotych i paru punktów karnych. Całkowicie przypadkowo miałem przy sobie tę setkę.
Której bardzo potrzebowałem.
I byłem potem bardzo zły.
I na nich.
I na siebie.
Jak już wspomniałem, nie mam aktualnie stałego miejsca zameldowania i tu śpieszę wyjaśnić problem.
Za sam brak meldunku nikt mi nic nie zrobi. Nie zrobi, dopóki nie zrobię czegoś JA. Gdy nie trafię papierkiem do kosza, lub gdy przejdę przez pustą ulicę na czerwonym świetle, to lepiej, żeby żaden funkcjonariusz tego nie widział. W mojej sytuacji mam dwa wyjścia, płacę na miejscu (mandat gotówkowy, czujecie? Kiedy to było…), albo przysługuje mi areszt oraz sąd w trybie 24 godzinnym. Państwo nie może wypisać mi mandatu kredytowego, bo nie wie skąd go potem w razie czego ściągać.

Reasumując, gdy trafiamy na policję, to jest jeszcze ok, ale gdy trafimy na takiego “psa”, to możemy się na miejscu spłukać, albo wyspać na pryczy, jeśli nie posiadamy na podorędziu wypisanej w kwitku kwoty. Wczoraj znów miałem kontrolę, bo akurat 2 policjantów coś tam podejrzewało, gdy odwoziłem kumpli do domu. Znów siedziałem i czekałem na słowa w rodzaju “A gdzie pan mieszka…”. Panowie wyjątkowo nie sprawdzili mojego peselu, ale i tak z biegiem tygodni napięcie wzrasta.

A może wrócimy do tematu? Ów czynnik PSI to po prostu liczba kontroli policyjnych na rok. W zależności od tego, jak bardzo wyróżniającym samochodem się poruszasz, tak wysoko on sięga. Jeśli zachowam aktualne tempo, to do grudnia PSI zbierze rzetelnie zmierzony roczny odczyt o wartości około 40, przy czym, gdy jeździłem innymi samochodami nigdy nie wykroczyłem ponad 4-5… Maluch w dzisiejszych czasach, to najwyraźniej motoryzacyjny okaz. Ulubieniec polskiej policji.

Notki być może w ogóle bym nie napisał, gdyby nie fakt widoczny na zdjęciu, które widzicie u samej góry. Wracam sobie do domu piechotą, a tu co? Ni z tego ni z owego, tuż koło mojego pięknego wozu widnieje wbity w śnieg, kradziony gdzieś ciemną weekendową nocą znak parkowy “ZAKAZ WYPROWADZANIA PSÓW”. No jak w mordę strzelił pasuje! :]

Uznałem to za znak od niebios, być może mają nadejść lepsze dni.
A sam dar oczywiście zabrałem do domu.

Fast Forward

December 30th, 2009

Widzisz.
Żyjesz sobie, wszystko pięknie ładnie, dzień za dniem. Każdy z nich mówi Ci pod koniec, że właśnie go pomyślnie zakończyłeś; w końcu jesteś w stanie wyartykułować takie zdanie…

-Gówno
Powtórzysz to 730 razy i nagle okazuje się, że minęły 2 lata. 2 pierdolone lata!
Ile ich masz za sobą? Bo ja mam 24. Prawie. Brakuje mi do ich ukończenia niecałych dwóch miesięcy.
I wiesz co sobie uświadomiłem dzisiaj? Właśnie dzisiaj? Dzisiaj dotarło do mnie…

…że się starzeję.
Śmieszne, nie? No pewnie. Przecież dalej jestem u progu życia, rzekłbyś.
Jednak co się robi mając 24 lata? Nie wiem, nie mam pojęcia. Nie znam praktycznie w ogóle 24 letnich ludzi. Albo zupełnie w ogóle. Nie wiem co robią, czym się zajmują i co sądzą o swoim życiu, jakie widzą przed sobą perspektywy, nie wiem nawet jakie mają plany na wieczór. Mam wrażenie, że bycie 24 latkiem jest końcem młodości. Jako 19-sto latka nie wzruszały mnie liczby do 4 w górę, obrałem sobie jako “spoko” bycie 20-sto, 21, 22 i 23 latkiem. 24 jednak pozostało enigmatycznym stanem, z którym dla bezpieczeństwa nie spotkania się z ciężkim zawodem wciąż kojarzą się tylko negatywne sformułowania. 2 lata temu miałem lat 21… młodziak, rzekłbyś. Idzie sobie tą samą co zwykle alejką drzew i na głowę padają mu albo suche liście, albo świeży śnieg. Ledwie zaczął właściwe studia i nigdzie mu się jeszcze nie spieszy.

“Pstryk” -dwa lata. Dziś też pada śnieg. Każdy płatek spotyka się z którymś z włosów jego gołej głowy, a głowa doznaje z każdym z nich kolejnej paranoi. Z każdym płatkiem uświadamia sobie kolejne szanse, których nie wykorzystał jej właściciel. Było parę tych szans; płatki, tak wiele płatków…

Wracałem dziś tą aleją, po trzech piwach, w tym dwóch mocnych. Teraz nawet ja czytając to zdanie mógłbym powiedzieć: Bredzę, piłem. Nie mniej przez ostatnie dwa i pół roku poznałem osobę, która powiedziała mi jedną z nielicznych rzeczy, które uważam w tej chwili za sensowne:
“Alkohol nie powoduje, że ludzie pieprzą od rzeczy i wymyślają. Alkohol powoduje, że ludziom puszczają hamulce i wtedy mówią i myślą o rzeczach, których po prostu na trzeźwo nie odważyliby się wyartykułować.”.

Otóż właśnie. Dziś odważyłem się pomyśleć, że troszeczkę w życiu przepierdoliłem. …albo ta osoba nie miała nawet tej racji i o to się teraz modlę.
Tak - czy inaczej - dobranoc, czas wytrzeźwieć.

>">{?˜(M”y’IN<ŕ.ç?US?v´,ÇÍý : ^;:";$>>

December 2nd, 2009

   MOJE   > D N T ^ ˆ Ś ďŰďĘďą?ťŹť?ą?ťťťťąsťsťeťeťsťeťeťeťse h1Ž CJ OJ QJ ^J aJ h mă CJ OJ QJ ^J aJ h?. CJ OJ QJ ^J aJ hq L CJ OJ QJ ^J aJ  hf;Ż CJ OJ QJ ^J ŻYCIE  aJ hf;Ż CJ OJ QJ ^J aJ hf;Ż 5C POGRĄŻONE J OJ QJ \ JEST ///^J aJ h?. 5CJ OJ QJ \^J aJ &hžVu hžVu 5CJ, OJ QJ \^J aJ, hžVu 5CJ OJ QJ \^J aJ ‘  “ $ & ( * F H Ś Č : | Â Ä Ć Ú Ü b
ę Đ Đ Đ Đ Đ Đ ł ł ł ł ł Đ Đ Đ Đ ž 
Ć ř Ô dđ  ¤ 1$ 7$ 8$ H$ gd?. 
Ć $ Ô ?ˆ W ?xúdđ  ¤ 1$ 7$ 8$ H$ ^?ˆ`?xúgd?. 
Ć $ Ä ?ˆ CHAOSIE ?xúdđ  ¤ 1$ 7$ 8$ H$ ^?ˆ`?xú
Ć ZDARZEŃ $ Ä dđ  ¤ 1$ 7$ 8$ H$ gdžVu b
Ś
Ž
 j ? ? ˆ ¸ ş   Š Ž ę Ó ľ ę ę ? ? ? ? ľ ?  ? 
Ć ř Ô BŁĄDZE dđ  ¤ 1$ 7$ 8$ H$ gd mă 
Ć Ř ¸ dđ  ¤ 1$ 7$ I SZUKAM 8$ H$ gd1Ž 
Ć $ ¸ CELU dđ  ¤ 1$ 7$ 8$ H$ gd1Ž 
Ć ř I SENSU Ô dđ  ¤ 1$ 7$ 8$ H$ gd?. 
Ć  $ ĸ dđ  ¤ 1$ 7$ 8$ H$ gd1Ž 
Ć $ Ô dđ  ¤ 1$ W TYM 7$ 8$ H$ gd?.
Ś Ž  ? ¨ ? Ä 

 CO
. SIĘ
0
N
Ś DZIEJE
ž
Ä
Č
î

Rzeczywistość

November 3rd, 2009

Najlepiej.

(Gdzieś tam się przemykam.)

20 sierpnia 2009

September 13th, 2009


(witamy w Polsce.)

20 sierpnia tego roku, nasza roczna kotka Zuzia postanowiła sobie urodzić. (A co.) Niniejszy wpis na pewno nie będzie materiałem na długi wieczór, nie będzie nawet materiałem na kilka minut. Jest wzmianką, ot co.

Dziś jest 13 września. Kocięta rosną w imponującym tempie, mają już swoje 3 tygodnie i strach pomyśleć co będzie za następne 2 miesiące. Aktualnie zajmują się głównie patrzeniem oraz zalewaniem pysków mlekiem; czasem pisną to i owo, oraz niezgrabnie maszerując po kojcu gramolą się po ścianie do wyjścia, by poszerzać horyzonty. Tyle ze świata kotów, bez odbioru.

(będą wielkie.)

Fiat 126p

July 16th, 2009

Przewrót w motoryzacji.

Kapsle w górę

June 26th, 2009

W dniu 25.06.2009 r. ok godz. 23:35 na ulicy Dolnych Wałów w Gliwicach usiłował spożywać alkohol w miejscu niedozwolonym. (cośtam cośtam) art. 43 ust. 2 (cośtam cośtam, policja niewyraźnie pisze.)

Sponsor imprezy: Pilsner Urquell. Organizator nie bierze odpowiedzialności za koszty dodatkowe poniesione przez uczestników wynikające z ich nieostrożności.

Każdy, choćby raz w życiu powinien dostać mandat za taką głupotę; na chwilę zapomnieć o dorosłości i temu podobnych. Ostatecznie to tylko 20 złotych. :-)

“Na ścianie masz kolekcję swoich barwnych wspomnień…” na na na…

Sny kolorowe… pomaluj moje sny

June 24th, 2009

To jakaś nietypowa passa.

Poprzedniej nocy, z 22 na 23 czerwca roku pańskiego 2009 śnił mi się mój prowadzący z rzeźby, magister Koclęga. Co robiliśmy? Ano był on kapitanem przedziwnego statku kosmicznego, a ja z kimś tam jeszcze (nie pamiętam kim, niestety) byliśmy jego załogą. Statek ascetyczny, prosta forma, brak zbędnych dekoracji, nawet tych elektronicznych. Atmosfera? Groza! Panie, dookoła wszędzie kosmici, nieubłaganie przypuszczający ataki na naszą nieszczególnie wyposażoną jednostkę.
Atak za atakiem, coraz dziwniejsze stwory, a ten koleś pełen luz, nonszalancja i zero poczucia zagrożenia. W końcu ubrał skafander, otworzył właz i gdzieś poleciał. Nie wiem, pewnie do domu. Wpakował nas w tarapaty i zniknął (wyczuwam tu dyskretną aluzję do sytuacji z uczelni i jego spodziewanej na niej przyszłosci.).
Najgorsza dla mej biednej psychiki chwila nastała na sam koniec, gdy wielki zielony kosmiczny potwór, wyposażony w dziesiątki macek, obejmował niezbyt pieszczotliwie nasz statek i drąc się spoglądał nieprzyjaźnie do środka przez jedno z okien. Ja byłem już tak przerażony i zdesperowany, że zacząłem walić w to okno… śrubokrętem.

Wstałbym dzisiaj z łóżka i nawet nie pomyślał o napisaniu tutaj czegokolwiek, gdyby nie to, że w czasie świeżo przebytej nocy uratowałem metro w Budapeszcie, rozbrajając bombę z… Marjanem Słowickim, władcą naszej grafiki edytorskiej.

Jestem w ciągu, zobaczymy co będzie dalej.


Poniżej bohater. Jest nawet jego nieodłączna paczka tytoniu, choć w trakcie snu chyba wyjątkowo nie palił.